Post-prawda oznacza sytuację, w której fakty mają mniejszy wpływ na kształtowanie opinii publicznej niż odwoływanie się do jej emocji i osobistych przekonań. O tym, jak negatywnym zjawiskiem jest post-prawda, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Czy potrafimy jednak odpowiedzieć na pytanie, jak to zjawisko powstało? W tym tekście postaram się wskazać możliwe źródła i kierunki poszukiwań.

Doskonałą ilustracją niszczącego wpływu post-prawdy jest towarzyszące jej zjawisko “Fake News”, czyli celowego kreowania i szerzenia nieprawdziwych informacji, które następnie szybko zdobywają popularność (i wiarygodność) wśród odbiorców w mediach społecznościowych.

Warto zwrócić uwagę, że oba zjawiska związane są przede wszystkim z internetem i przemianami mediów, które po wejściu do świata cyfrowego stanęły w obliczu zupełnie innych problemów, niż w przypadku tradycyjnego przekazu medialno-informacyjnego.

Post-prawda i Fake News w mediach społecznościowych

Ostatnia kampania prezydencka w USA jest jednym z przykładów. Donald Trump nie wygrałby wyborów, gdyby nie internet i media społecznościowe. Jego kanał na Twitterze – na dzień dzisiejszy obserwowany przez ponad 25 mln osób – to w rzeczywistości ogromna, niezależna agencja reklamowa i dom mediowy w jednym.

Strategia kampanijna Trumpa wydaje się być oparta na dwóch osiach: 1) kolportowaniu nieprawdziwych informacji (Fake News) przez rzesze zwolenników i aktywistów kampanijnych 2) agresywnym i prowokacyjnym użyciu własnego kanału w mediach społecznościowych.

Mechanika kampanii Trumpa oparła się na stworzeniu bardzo spójnej i efektywnej strategii odwrócenia wyników wyborów, które miały być przesądzone. Media społecznościowe wraz z ich specyficzną zdolnością do łatwego angażowania ludzi w pozorne działania (zaangażowanie bez zaangażowania, clicktivism) stały się doskonałą bronią. Komunikacja Trumpa – zawsze formułowana własnym językiem, pełnym szokujących fraz, momentalnie zyskująca sobie uwagę użytkowników serwisów, w których była umieszczana to fenomen, który w połączeniu z wykorzystaniem mediów internetowych pozwolił mu na zwycięstwo. Ze społecznym przyzwoleniem.

Breitbart.com to strona, która podczas kampanii prezydenckiej notowała 240 milionów odwiedzin i 37 milionów unikalnych użytkowników miesięcznie. Jej funkcjonowanie niemal całkowicie było opłacane przez kandydata Republikanów, a dyrektor – Bannon – to jeden z najbliższych doradców Donalda Trumpa. Pod skrzydłami Breitbart.com rozwinęło się natomiast mnóstwo mniejszych, fałszywych stron “informacyjnych” i fałszywie neutralnych kont w mediach społecznościowych, które zajmowały się niczym innym, jak produkcją treści. Ich użytkownicy – hiperaktywni, doskonale adaptujący do swoich potrzeb formaty (w tym wygląd treści) prawdziwych mediów, nie mieli problemów z przekonaniem setek tysięcy odbiorców co do wiarygodności swoich treści. Dlaczego? Z założenia, jako odbiorcy treści – ufamy temu, co wygląda jak informacja (ma określony, charakterystyczny wygląd, format, jest sformułowane językiem właściwym dla treści informacyjnych).

Warto wspomnieć tu o fakcie, że spora część zaangażowania w kampanię Trumpa w mediach społecznościowych była sztuczna. Większość tweetów wygenerowanych w konkretnych hashtagach wspierających Trumpa pochodzi od botów, bazujących na treściach umieszczanych na Twitterze przez samego kandydata. Dominacja botów Trump-Clinton (w ponad 19 mln przeanalizowanych tweetów) wynosiła 5:1.

Populizm 2.0 i #FakeNews

Plaga Fake News i wciąż obniżająca się wartość informacyjna mediów (zwłaszcza elektronicznych) to stan, na który sami w pewien sposób daliśmy przyzwolenie (zarówno jako odbiorcy treści, jak i jako ich autorzy), dając paliwo dla populizmu. Przyczyniły się do tego między innymi:

  1. Traktowanie debat przeciwników politycznych jak “wyścigów”, w których liczy się “kto wygrał” i kto był bardziej medialny, szokujący, efektowny (a zatem, kto bardziej dominował w przekazie), nie zaś jaki miał program
  2. Oddanie kuracji treści algorytmom, które w mediach społecznościowych pogłębiają problem “bańki informacyjnej” (odbiorcy mają do czynienia jedynie z tym, co jest zgodne z ich światopoglądem)
  3. Brak zaufania do mediów, który przełożył się na wzrost populizmu w mediach społecznościowych. Media jako takie w oczach przeciętnego człowieka oderwały się od rzeczywistości, za dużo w nich upartyjnienia i skupienia się na problemach reklamodawców, a nie odbiorców. W tym punkcie widzenia, media stały się elementem establishmentu, przeciwko któremu zwraca się nowy, ultra-społecznościowy populizm 2.0
  4. Infotainment, pop-polityka, celebryckość. Osobowości ze świata polityki, które jeszcze niedawno były osobowościami show-biznesu. Granice coraz bardziej się zacierają.

Historycznie Fake News i post-prawda wywodzą się z narzędzi, którymi populizm posługiwał się zawsze. To przede wszystkim propaganda, rozumiana jako rozpowszechnianie fałszywych informacji wspieranych przez wolę polityczną, literatura ulotna (teorie spiskowe, plotki, a współcześnie – memy), wreszcie treści apokryficzne – “alternatywne” wersje faktów, spekulacje, mitologizacja rzeczywistości.

Fake News i post-prawda to dziś nie tylko dezinformacja i wola polityczna, ale przede wszystkim ogromny rynek, na którym walutą jest zaangażowanie odbiorców/aktywistów/wyborców/konsumentów. Warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób postępuje automatyzacja tego rynku, wymieniając np. używane we Francji (kampania prezydencka) platformy online dla aktywistów/wolontariuszy pracujących w sztabach kandydatów. Zawierają opisy elementów języka, jakim należy posługiwać się w dyskusjach prowadzonych online, przykładowe, uprzednio zredagowane tweety, jak i wskazania jakich dyskutantów wybierać, by uzyskiwać jak największy zasięg. Pomiędzy aktywistami odbywa się regularna konkurencja, dzięki wprowadzeniu elementów grywalizacji: najbardziej aktywni w platformach są nagradzani za swoje “osiągnięcia”.

Fact-checking to nie wszystko

Okazało się, że być może największą wadą systemu demokratycznego jest jego programowalność – zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych.

Fact-checking, czyli sprawdzanie prawdziwości treści pojawiających się w mediach (np. Wypowiedzi polityków w programach publicystycznych, wywiadach, wystąpieniach) to zjawisko, które początkowo miało charakter oddolnej inicjatywy. Szybko jednak rozszerzyło się na instytucje, a nawet polityków używających go jako narzędzia w walce z przeciwnikiem. Właśnie dlatego sam tylko fact-checking nie wystarczy, by poradzić sobie z post-prawdą i Fake News.

Z emocjami, które napędzają populizm, można wygrać jedynie emocjami budowanymi na faktach i prawdzie – mogą one być równie angażujące. Dlatego warto przypomnieć sobie podstawowe pojęcia z zakresu analizy informacji, często stosować metodę porównawczą, a także wizualizacje wyników analiz tak, by uwydatniać co jest prawdą, a co fałszem.

Żeby wygrać z post-prawdą, trzeba przemyślenia sposobu, w jaki postrzegamy media i pracę dziennikarzy, a także roli, jaką w obiegu informacyjnym odgrywają media społecznościowe, a wreszcie – my sami. Internet to potężne narzędzie dla tych, którzy wiedzą, jak go używać – warto zatem postawić na edukację, bo to ona – zwłaszcza kierowana do odbiorców treści medialnych, a przecież jesteśmy nimi wszyscy – jest kluczowa.