Nowozelandzki odpowiednik Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych – komisarz ds. prywatności John Edwards, The Spinoff opowiedział, dlaczego usunął Facebooka i wyjaśnił, w jaki sposób serwis Marka Zuckerberga łamie obowiązujące w Nowej Zelandii prawo ochrony danych i prywatności – Privacy Act.

To pierwszy organ ochrony danych (DPA), który zabrał tak wyrazisty głos w sprawie Facebooka po rewelacjach dotyczących Cambridge Analytica. 

John Edwards zaznaczył, że na Facebooku był obecny przez prawie 10 ostatnich lat. Z serwisu korzystał m. in. dla celów lokalnego aktywizmu (skutecznie), a także rozrywkowych (jak napisał, uległ powszechnej manii gry w popularne niegdyś FarmVille).

Jego zdaniem, początkowo Facebook wydawał się dość niewinnym przedsięwzięciem, aczkolwiek apetyt serwisu na dane osobowe był zauważalny. Edwards zaczął się martwić tym, jak wygląda podejście Facebooka do prywatności użytkowników w chwili, gdy zmiany polityki prywatności oraz warunków korzystania z serwisu zaczęły być coraz częściej modyfikowane. Komisarz zwrócił uwagę, że w pewnym momencie oczywistością stało się przeglądanie profili użytkowników Facebooka przez podmioty świadczące usługi w branży ubezpieczeń, podobnie – pracodawców. Jak zauważył, każdy mógł wykorzystać serwis, którego użytkownicy nie zawsze potrafili właściwie zabezpieczyć zawartość swoich profili – wówczas mimo wszystko to oni ponosili odpowiedzialność za swoją prywatność.

Facebook a ochrona prywatności – pierwsze wątpliwości

John Edwards napisał, że wówczas niewielu interesowało to, jak działa Facebook. Pierwszym krokiem w stronę silniejszego zainteresowania mechanizmami rządzącymi działaniem społecznościowego giganta było słynne badanie o tzw. „emocjonalnym zatruciu”, które przeprowadzono w 2014 roku. Autorzy eksperymentu określali w nim stany emocjonalne 689 tys. użytkowników Facebooka po tym, jak obcowali oni w serwisie z określonym rodzajem treści (wywołującym konkretne emocje). Zdaniem Edwardsa, wówczas dały się słyszeć pierwsze, głośne obawy o to, co z naszą prywatnością na Facebooku.

FIrma Global Science Research mniej więcej w tym samym czasie stworzyła szczegółowy quiz psychologiczny, który wypełniali użytkownicy Facebooka z całego świata. To właśnie ta ankieta posłużyła później firmie Cambridge Analytica za źródło danych, jakie zostały wykorzystane do kierowania specjalnie sprofilowanych reklam politycznych w prezydenckiej kampanii wyborczej w Stanach dwa lata temu.

Facebook nie spełnia zasad obowiązującego w Nowej Zelandii prawa ochrony prywatności

Nowozelandzki odpowiednik GIODO w swoim tekście stwierdził, że Facebook nie spełnia zasad określanych przez obowiązujący w tym kraju Privacy Act. Dlaczego? Firma stwierdziła, że nie podlega pod narzucany przez prawo obowiązek umożliwienia dostępu do danych użytkownika, który kilka razy zmieniał swoje dane osobowe (chodzi o słynną już sprawę Kim Dotcoma), bo obowiązuje ją prawo w innej jurysdykcji. Jak twierdzi Facebook, koncern podlega pod zasady określane przez prawo Irlandii, gdzie ma swoją siedzibę oddział świadczący usługi dla Nowej Zelandii.

W ocenie Johna Edwardsa, takim zachowaniem Facebook łamie nowozelandzkie prawo. W związku z tym, komisarz ds. prywatności zachęcił 2,5 mln obywateli Nowej Zelandii do tego, by uważnie przyjrzeli się zasadom korzystania z usług Facebooka w tym kraju, bo użytkowanie serwisu może wiązać się dla nich z trudnościami w przypadku ewentualnego dochodzenia swoich praw do ochrony danych. Jednym z wyjść, które Edwards zaproponował nowozelandzkim użytkownikom Facebooka, jest usunięcie konta w przypadku, gdy analiza reguł wypadnie niepomyślnie.

Edwards zaznaczył również, że rezygnacja ze świadczenia usług operujących na danych osobowych w chwili, gdy dane te zostały pierwotnie zebrane na podstawie innych warunków i zgód, jest wyrazem autonomii w kwestii podejścia do ochrony własnej prywatności, a użytkownicy Facebooka mają do niej pełne prawo. Na koniec komisarz poinformował, że sam usunął swoje konto w serwisie Marka Zuckerberga – właśnie ze względu na autonomię w egzekwowaniu swojego prawa do prywatności.

To pierwszy tak silny, zdecydowany głos organu odpowiedzialnego za ochronę danych osobowych obywateli jakiegokolwiek państwa. Choć w związku z aferą Cambridge Analytica wiele odpowiedników GIODO skierowało do Facebooka prośby o wyjaśnienia bądź wszczęło dochodzenia w sprawie naruszeń obowiązujących praw ochrony prywatności, żaden do tej pory nie podzielił się osobistym punktem widzenia w tym temacie i nie zachęcił użytkowników, w pewnym sensie explicite, do kasowania kont w najpopularniejszym na świecie serwisie społecznościowym. 

To może oznaczać dla Facebooka kłopoty poważniejsze, niż rezygnacja Elona Muska i Playboya z utrzymywania na nim stron swoich marek.