Organizacja EPIC (Electronic Privacy Information Center) opublikowała niedawno raport, w którym opisuje, w jaki sposób administracja rządowa USA monitoruje aktywność obywateli w mediach społecznościowych pod kątem parametrów takich, jak na przykład krytyka działań Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA (Department of Homeland Security, DHS).

O tym, że DHS monitoruje Amerykanów w mediach społecznościowych, EPIC poinformował po raz pierwszy w 2011 roku dzięki dojściu do dokumentów w trybie prośby o dostęp do informacji publicznej. Organizacja oceniła wówczas, że DHS monitoruje obywateli USA w mediach społecznościowych na dużo większą skalę, niż to komunikuje publicznie. Aby znaleźć się pod czujnym okiem Wielkiego Brata wystarczyło częste używanie w mediach społecznościowych zwrotów takich, jak „wirus”, „metro” czy „prochy”, a także krytyka prac Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.

W 2012 roku DHS znalazł się pod obstrzałem, gdy w wyniku procesu sądowego przyznano rację przedstawicielom organizacji EPIC, którzy argumentowali, że działania departamentu są za daleko posunięte i stanowią niepotrzebną i bezzasadną ingerencję w prywatność użytkowników internetu. Wezwano wówczas DHS do zaniechania rozwoju programu nadzoru nad mediami społecznościowymi na tak ogromną skalę – przedstawiciele organizacji zwracają jednak uwagę, że sześć lat później administracja znów ma duży apetyt na monitoring osób korzystających z mediów społecznościowych.

Od 2012 roku nie tylko znacznie rozwinęły się narzędzia pozwalające na prowadzenie monitoringu – upowszechniło się również ich użycie. Dziś korzystają z niego wielkie korporacje, media, instytucje administracji publicznej, jak i służby. Przez ostatnie sześć lat znacznie ewoluowała także sfera mediów społecznościowych, które stały się jeszcze popularniejsze, a dla wielu ludzi stanowią dziś główny ośrodek aktywności w internecie, jak i często – główne źródło pozyskiwania informacji.

Monitoring mediów społecznościowych może służyć do różnych celów – EPIC zwraca jednak uwagę, że w kontekście administracji rządowej zasadne jest mówienie o wykorzystaniu go nie tylko do zapobiegania zdarzeniom o charakterze terrorystycznym i przestępczym, ale i do śledzenia nastrojów społecznych, informacji o potencjalnych zgromadzeniach publicznych organizowanych przez opozycję.

Technologia

Raport EPIC wymienia najpopularniejsze narzędzia do zaawansowanego monitoringu mediów społecznościowych. Są to m.in. programy takie, jak X1 Social Discovery, Geofeedia, Dataminr, Duanmi, MediaSonar oraz SocioSpyder. Pozwalają one nie tylko na monitorowanie aktywności użytkowników platform społecznościowych, ale i na archiwizację ich wpisów, a także analitykę.

Dla przykładu, X1 Social Discovery pozwala na integrację całego agregowanego materiału w ramach jednego interfejsu, a także zgodne z prawem gromadzenie metadanych na temat wpisów oraz ich autorów.

Geofeedia z kolei gromadzi publicznie widoczne posty z Twittera, Facebooka, Instagrama, Periscope, YouTube, a nawet chińskiego Sina Weibo, a następnie łączy je z dokładną geolokalizacją autora. Pozwala na analizowanie treści i lokalizowanie ich autorów w czasie rzeczywistym. Z oprogramowania tego wielokrotnie korzystały już amerykańskie służby i organy ścigania, np. podczas identyfikacji i aresztowań uczestników wydarzeń z Baltimore z 2015 roku. To właśnie w ich wyniku Facebook, Instagram i Twitter ograniczyły Geofeedii możliwość korzystania z ich API.

Geofeedia. Źródło: EPIC

Czego w mediach społecznościowych szukają władze USA

W lutym 2017 roku gen. John Kelly poinformował, że USA rozważają wprowadzenie obowiązku udostępniania haseł do kont na platformach społecznościowych przez osoby ubiegające się o wizę upoważniającą do wjazdu na teren kraju. Przyznał też, że służby USA zbierają dane z mediów społecznościowych o autorach komentarzy niepochlebnych względem obecnej administracji rządowej.

Monitoring mediów społecznościowych był również wykorzystywany lokalnie – przez władze stanowe i lokalne organy ścigania. Władze w 157 jurysdykcjach wydały według raportu co najmniej 10 tys. dolarów na prowadzenie tego rodzaju działalności, ale tylko w 18 przypadkach mieszkańcy danego obszaru byli informowani na temat aktywności władz w tym obszarze.

Raport EPIC informuje także o użyciu monitoringu mediów społecznościowych przez policję we Fresno, która śledziła obywateli używających na platformach społecznościowych fraz takich, jak #BlackLivesMatter, #DontShoot, #ImUnarmed, czy #PoliceBrutality.

40 proc. podmiotów stosujących monitoring mediów społecznościowych na szeroką skalę według EPIC nie informuje o tym poddawanych nadzorowi użytkowników.

Efekt mrożący monitoringu

Monitoring mediów społecznościowych na szeroką skalę ma miejsce nie tylko w USA – działania tego rodzaju podejmują także państwa np. należące do Unii Europejskiej.

Sama aktywność monitorująca jest neutralna. Może być wykorzystywana w dobrych celach, takich jak choćby eliminacja prób wywierania wpływu na procesy demokratyczne za pośrednictwem operacji informacyjnych, czy też wykrywanie działalności terrorystycznej, przestępczej.

Monitoring zastosowany w celach śledzenia działalności organizacji pozarządowych, agregowania i analizowania danych nt. sympatii politycznych u obywateli (jak i identyfikacja poszczególnych osób względem tych kryteriów), a także nadzoru nad zgromadzeniami publicznymi może wywierać jednak bardzo silny efekt mrożący, czyli powstrzymywać użytkowników platform społecznościowych przed wyrażaniem swoich opinii w internecie, który jest dziś integralnym elementem przestrzeni publicznej i jako taka powinien być traktowany.